Perspektywa Jessici
Kiedy spojrzałam w prawo, zobaczyłam, że obok mnie leży nie kto inny jak Louis.
Nie! Proszę nie! Nie wierzę, że mogłam się przespać z Lou! A do tego on ma dziewczynę!
Jak ja mogłam to zrobić?
Łzy zaczęły mi lecieć z oczu z zawrotną prędkością.
Co ja kur.. zrobiłam!? Ale jak to możliwe? Dlaczego nic nie pamiętam? A raczej powinnam sobie zadać pytanie dlaczego tyle wypiłam!? Muszę szybko wyjść!
Z tą myślą zaczęłam się ubierać.
Kiedy już byłam w pełni ubrana skierowałam się do drzwi pokoju szatyna.
-Um... Jessica?- kiedy usłyszałam moję imię za moimi plecami, zamarłam.
-Tak?- powiedziałam tak cicho, że nie jestem pewna czy usłyszał.
-Co się stało? Dlaczego tutaj jesteś i dlaczego tak bardzo boli mnie głowa? Czy coś się stało?- -zasypał mnie tyloma pytaniami jednocześnie.
-Louis ja naprawdę też chciałabym wiedzieć, ale niestety nic nie pamiętam.
-No właśnie ja też. Mam jeszcze jedno pytanie.
-Hmm?
-Czy my... No ten. Czy ty i ja... Czy... Czy my się przespaliśmy?
-Szczerze?
Pokiwał głową na tak.
-Lou... Nie mam pojęcia, ale na to wygląda.
-Jess... Jeżeli to prawda, to... Przepraszam, ale...
-Tak wiem! Masz dziewczynę i nie chcesz, żeby się o tym dowiedziała. Rozumiem to, a, i spokojnie nic nikomu nie powiem...
-Dzięki...
-Nie ma sprawy! Ja już pójdę! Pa Louis!
-Pa Jessica!
Kiedy opuściłam jego pokój, szybko opuściłam willę i skierowałam się do domu. Po drodze miałam czas na zastanowienia i doszłam do wniosku, że naprawdę muszę zacząć unikać
Minęły 2 miesiące od kiedy ostatni raz widziałam się z moimi przyjaciółmi.
W tym czasie zdążyłam wyprowadzić się do Paryża. Moi przyjaciele zdążyli już chyba o mnie zapomnieć. Na początku dzwonili po kilkadziesiąt razy dziennie, później stopniowo dzwonili coraz mniej i mniej, aż w końcu przestali w ogóle, chyba o mnie zapomnieli, ale tak chyba jest lepiej. Powoli zaczynam sobie wszystko układać, jest coraz lepiej.
Chociaż od jakiegoś czasu jest mi niedobrze, a do tego spóźnia mi się okres, dzisiaj postanowiłam wybrać się do ginekologa, bo zaczynam się martwić.
Założyłam zwykłe jeansy, biały T-Shirt i czarną bluzę, a na nogi czerwone vansy.
Po 20 minutach stałam już pod gabinetem ginekologo.
-Pani Jessica Malcoln?- zapytała niezbyt wysoka kobieta o bląd włosach, miała około 40 lat.
-Tak, to ja.
-Zapraszam do gabinetu.
Po chwili już siedziałam na krześle obok biurka.
-Więc na czym polega problem?
-Od jakiegoś czasu mam mdłości i spóźnia mi się okres.
-Rozumiem, proszę się położyć.
Po chwili zaczęła mi smarować brzuch jakimś zimnym żelem i zrobiła mi badanie USG.
-Więc... Co mi jest?
-Gratuluję, jest pani w ciąży, to drugi miesiąc.
-Słucham?
-Będzie pani matką.
-Kurwa...
-No dobrze, proszę się wytrzeć i ubrać. Zapraszam panią za miesiąc na następną wizytę, jeżeli by się coś działo proszę się nie wąchać i przyjść.
-Dobrze, do widzenia.
-Do zobaczenia.
Nie wierzę! To nie może być prawda! Przecież ja z nikim nie spałam, zaraz chwila... Louis,to jego dziecko. Jak ja sobie poradzę!? Jestem bez pracy, wynajmuję malutkie mieszkanie w centrum miasta. A do tego jestem tutaj kompletnie samotna. Nie mam przyjaciół, rodziny, chłopaka, nikogo.
Za łzami w oczach usiadłam na ławkę i schowałam ręce w dłoniach.
-Przepraszam, czy coś się stało?
-Nie ja tylko...- podniosłam głowę w górę-
-Louis?
-Jessica? Co ty tutaj robisz?
- Mieszkam tutaj od dwóch miesięcy, a ty?
-Postanowiliśmy z chłopakami, Dan i Pezz wybrać się na mini wakacje.
-Oh, ok.
-Czemu płakałaś?
-To nic ważnego.
-Chodź- powiedział i pociągnął mnie w górę za rękę.
-Dokąd?
-Wszyscy na pewno się ucieszą, jeżeli zobaczą kogo znalazłem.
-Ja nie chcę ich spotkać.
-Przecież wiem, że chcesz, ale się boisz.
Nic już więcej nie mówiliśmy,tylko Louis ciągnąc mnie za rękę zaprowadził nas do hotelu. Kiedy znaleźliśmy się już w ich apartamencie Louis krzyknął:
-Wróciłem!
-Fajnie!- odkrzyknął Harry.
-I mamy gościa.
Kiedy to powiedział do przedpokoju wbiegło 6 osób.
-JESSICA!- krzyknęły Pezz i Dan rzucając mi się na szyję.
-Jak dobrze cię widzieć.
-Ale tęskniłam.
-Jak mogłaś tak zniknąć?
-Wiesz jak nas wystraszyłaś?
-Nigdy więcej nas tak nie strasz.
-Martwiłem się.
Zaczęli wszyscy naraz.
- Dobra dajcie jej chociaż usiąść.-zaproponował Lou.
Kiedy już wszyscy usiedliśmy w salonie zaczęło się...
-Jess nie musisz nic mówić, Lou nam powiedział co się wydarzyło, ale to nie powód, żeby uciekać bez słowa.
-Przepraszam.
-Oj już dobrze, ale wracasz z nam prawda?
-Nie mogę, sprzedałam już swoje mieszkanie w Londynie.
-Nie ma problemu, możesz zamieszkać z nami.
-Nie mogę, ja...
Jestem w ciąży.
-Nie chcę się narzucać.
-Ale nie będziesz się narzucać, błagam zgódź się.
-Ja nie mogę.
I tak przez ponad 2 godziny przekonywali mnie, że tak będzie lepiej i fajniej.
-NIE MOGĘ, BO JESTEM KURWA W CIĄŻY!
Po tym co powiedziałam nikt się już nie odezwał.
-Ja... Pójdę już.
-Czekaj! Czy to... Czy to moje dziecko?
-Przepraszam, ale... Tak
Nic już nie powiedział, więc postanowiłam wyjść.
___________________
I co? Zdziwieni? Bo ja szczerze nie planowałam tego. Tak jakoś wyszło.
Mam do was pytanie:
Co powinien zrobić Louis?
Zostawić Jess samą czy chcieć pomóc Jess.
A i wiem, że rozdział powinien ukazać się jutro, ale postanowiłam dodać już dzisiaj.