Translate

niedziela, 5 kwietnia 2015

XI

~Perspektywa Jessici~

-Pan Tomlinson nie żyje. Bardzo mi przykro. Zgon nastąpił o godzinie 17:25.
-Nie! To nie prawda!
-Niestety.
-Nie! To nie może być prawda! Wszyscy tylko nie on!
-Nie mogliśmy nic zrobić!
-Błagam niech to będzie sen.
-Niestety to nie sen. Może chce pani coś na uspokojenie?
-Ona chyba nie może nic przyjmować w czasie ciąży.
-Jest pani w ciąży?
-Tak.
-Czy pan Tomlinson był...
-Tak, był ojcem jej dziecka.
-Bardzo mi przykro.


Minęły 3 dni od JEGO śmierci. Dzisiaj odbył się pogrzeb.
Była na nim cała JEGO rodzina i bardzo dużo fanek.
Jeszcze nigdy nie widziałam tylu osób na pogrzebie.
Ale co tu mówić. Przecież to pogrzeb Louisa Tomlinsona. 
Wielkiej gwiazdy muzyki pop, a także ojca mojego dziecka i mojej miłości.
Ja nie wiem jak sobie poradzę. Gdyby nie ciąża to by się nie wydarzyło.
To wszystko moja wina! 
Gdyby nie ciąża.... Ja żyję tylko ze względu na to, że noszę w sobie nasze dziecko.
Tylko i wyłącznie dla tego malucha muszę żyć.
Muszę sobie poradzić.

Nie mam pojęcia jak ja to przeżyję.
Harry bardzo się o mnie martwi. Boi się, że może mi coś uderzyć do głowy, dlatego nie zostawia mnie samej nawet na chwilę. Niall przychodzi prawie tak często jak Harry. Liam był tylko raz, ponieważ załatwiał sprawy związane z pogrzebem. A Zayn, cóż Zayn mnie nienawidzi. Ale jak mam mu się dziwić skoro doskonale wiem, że to moja wina.
Niby chłopaki mi powtarzają, że on mnie wcale nie nienawidzi, tylko po prostu nie dzwoni, ponieważ zbyt mocno przeżył JEGO śmierć, ale ja wiem swoje.
Jest jeszcze JEGO mama, która dzwoni kilka razy dziennie i pyta się jak ze mną i dzieckiem.
Ona sama bardzo cierpi, ale to chyba oczywiste, przecież to jej dziecko.

-Jessica!

_______________________________
Przepraszam, że tak długo nic nie dodaję, ale brak weny.
A co do długości rozdziału. To taki właśnie ma być. Z łatwością mogłabym wam napisać więcej, ale chcę was jeszcze trochę potrzymać w niepewności.
Mam nadzieję, że "śmierć" Lou bardzo was nie zdenerwowała.
Kocham Was! Do następnego rozdziału!

środa, 11 marca 2015

X

~Perspektywa Jessici~

-Bardzo mi przykro, ale jego życie zależy od tej doby. Nie pozostaje nam nic innego jak czekać.
Szanse są minimalne, ale są.

To moja wina, jeżeli on nie przeżyje to ja... Nie! On przeżyje! Musi!
Zrobi to dla swojej rodziny, chłopaków, fanek... On przeżyje. Błagam! On nie może mnie... to znaczy nas zostawić. On musi żyć. Muszę usiąść.

-Jessica, skarbie...
-Tak Perrie?
-Powinnaś jechać do domu i się położyć.
-Nie, nie zostawię go, nie w takiej chwili, nie zrobię tego, ponieważ to z mojej winy on tu leży
 i umiera.
-Jess, to nie twoja wina...
-To mnie próbował dogonić.
-Próbował cię dogonić, ale to nie twoja wina, że wbiegł pod samochód.
-Ale...
-Jess jesteś w ciąży, nie możesz się narażać na stres.
-Jeżeli pojadę do domu to będzie jeszcze gorzej.
-Rozmawiałam z lekarzem, pozwolił wejść do sali dla dwóch osób.
-Dan kiedy ty...
-Zaraz po tym jak odszedł.
-Więc... Kto idzie?
-No, na pewno jego mama.
-I kto jeszcze?
-Moim zdaniem powinna iść Jessica.
-Nie może się stresować.
-Dlaczego?
-No bo ona jest w ciąży... z Lou.
-Mój synek będzie miał dziecko?
-Tak.
-Mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi... jeżeli on przeżyje.
-On nie umrze, zobaczycie, jeszcze będziemy się z tego śmiać.
-Mam nadzieję.

Minęło już 26 h a my nada nie wiemy co z Lou. Tak się martwię.
Co do tego kto przy nim czuwał to była to jego mama i ja.
Ciężko było przekonać do tego Perrie, ale się udało.
Mam nadzieję, że on z tego wyjdzie, musi...

-Witam państwa.
-Dzień dobry, i co z nim?
-Pan Tomlinson...
__________________________________
Przepraszam, przepraszam, przepraszam...
Miałam szlaban za tragiczne oceny.
Do tego nie miałam weny.
I jeszcze taki krótki badziewny rozdział, ale lepiej trochę, niż nic.
W sobotę postaram się dodać już normalnie rozdział, a i będzie dłuższy niż ten.
Kocham Was i jeszcze raz przepraszam.

sobota, 14 lutego 2015

IX

~Perspektywa Louisa~


Nie mogę w to uwierzyć! Ona jest...w ciąży!? I to ze mną! Teraz zaczynam rozumieć! Dlatego płakała na tej ławce! Jaki ja jestem głupi! Co ja mam zrobić!?
-Na co czekasz idioto!? Dogoń ją!-wydarł się Harry, przerywając moje rozmyślania.
Nie trzeba mi dwa razy powtarzać.
Kiedy już znalazłem się na zewnątrz, zobaczyłem ją biegnącą do tego samego parku, w którym 
ją znalazłem.
Biegłem za nią przez ulicę nie rozglądając się i wtedy....Bum!

~Perspektywa Jessici~

Usłyszałam za sobą jakiś dziwny hałas.
Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam...jego. W kałuży krwi.
Od razu do niego podbiegłam.
-Louis, błagam nie zostawiaj mnie...- zaczęłam płakać.
-Opiekuj się naszym dzieckiem...- powiedział ledwo słyszalnym głosem.
-Nie odchodź, nie poradzę sobie bez ciebie! Nie możesz odejść błagam.
Ja...ja cię kocham.
-Też Cię kocham Jess.- powiedział z lekkim uśmiechem na ustach.
-Błagam nie zamykaj oczu.
-Proszę się odsunąć! Zabieramy go!
Nim się spostrzegłam jakieś silne ramiona podniosły mnie i zabrały kawałek od Lou.
-Puść mnie! Ja nie mogę go zostawić!
-Jessica ja wiem, ja... też nie chcę go zostawiać, ale oni mu pomogą zobaczysz!- Harry chyba próbował bardziej przekonać siebie niż mnie.
-On nie może nas zostawić!

~Perspektywa Harry'ego~

-Nie zostawi!
Mam taką nadzieję.
-To moja wina! To za mną wybiegł! Gdybym tylko go nie spotkała, albo chociaż nie uciekła, 
to nic by mu się nie stało!
-To nie jest twoja wina!
Tylko moja, to ja mu kazałem za nią lecieć. To przeze mnie.
-Harry...
-Chodźcie! Musimy jechać za nimi. Wiem do którego szpitala odjechali. Niall już dzwoni do jego mamy.- powiadomił nas Liam.
-Chodź Jess musimy z nim być!
Po jakimś czasie, który wydawał się trwać wieki, znaleźliśmy się w szpitalu.
-Przepraszamy! Gdzie jest Louis Tomlinson?!
-A kim państwo są?
-Jesteśmy jego przyjaciółmi!
-Przepraszam, ale nie mogę udziel...
-Ta dziewczyna jest w związku z Louisem i spodziewa się jego dziecka, więc proszę nam powiedzieć gdzie on do cholery jest!- nie wytrzymałem.
-To wszystko zmienia. Pan Tomlinson znajduje się na 3 piętrze, w sali operacyjnej.
-Szybko!
Po 5 godzinach z sali operacyjnej wyszedł lekarz, w tym czasie do szpitala zdążyła przyjechać mama Louisa.
-Co z moim synkiem!?-krzyknęła zrozpaczona kobieta.
-Bardzo mi przykro, ale...

_____________________
Przepraszam, że nie dodałam dopiero teraz, ale brak weny + szlaban.
Mam nadzieję, że się podoba.
Wiem jestem okropna! Nie wiecie czy przeżyje.
Do soboty.
Kocham Was!

piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział VIII

Perspektywa Jessici



 Kiedy spojrzałam w prawo, zobaczyłam, że obok mnie leży nie kto inny jak Louis.
Nie! Proszę nie! Nie wierzę, że mogłam się przespać z Lou! A do tego on ma dziewczynę!
Jak ja mogłam to zrobić?
Łzy zaczęły mi lecieć z oczu z  zawrotną prędkością.
Co ja kur.. zrobiłam!? Ale jak to możliwe? Dlaczego nic nie pamiętam? A raczej powinnam sobie zadać pytanie dlaczego tyle wypiłam!? Muszę szybko wyjść!
Z tą myślą zaczęłam się ubierać.
Kiedy już byłam w pełni ubrana skierowałam się do drzwi pokoju szatyna.
-Um... Jessica?- kiedy usłyszałam moję imię za moimi plecami, zamarłam.
-Tak?- powiedziałam tak cicho, że nie jestem pewna czy usłyszał.
-Co się stało? Dlaczego tutaj jesteś i dlaczego tak bardzo boli mnie głowa? Czy coś się stało?- -zasypał mnie tyloma pytaniami jednocześnie.
-Louis ja naprawdę też chciałabym wiedzieć, ale niestety nic nie pamiętam.
-No właśnie ja też. Mam jeszcze jedno pytanie.
-Hmm?
-Czy my... No ten. Czy ty i ja... Czy... Czy my się przespaliśmy?
-Szczerze?
Pokiwał głową na tak.
-Lou... Nie mam pojęcia, ale na to wygląda.
-Jess... Jeżeli to prawda, to... Przepraszam, ale...
-Tak wiem! Masz dziewczynę i nie chcesz, żeby się o tym dowiedziała. Rozumiem to, a, i spokojnie nic nikomu nie powiem...
-Dzięki...
-Nie ma sprawy! Ja już pójdę! Pa Louis!
-Pa Jessica!
Kiedy opuściłam jego pokój, szybko opuściłam willę i skierowałam się do domu. Po drodze miałam czas na zastanowienia i doszłam do wniosku, że naprawdę muszę zacząć unikać


  Minęły 2 miesiące od kiedy ostatni raz widziałam się z moimi przyjaciółmi.
W tym czasie zdążyłam wyprowadzić się do Paryża. Moi przyjaciele zdążyli już chyba o mnie zapomnieć. Na początku dzwonili po kilkadziesiąt razy dziennie, później stopniowo dzwonili coraz mniej i mniej, aż w końcu przestali w ogóle, chyba o mnie zapomnieli, ale tak chyba jest lepiej. Powoli zaczynam sobie wszystko układać, jest coraz lepiej.
Chociaż od jakiegoś czasu jest mi niedobrze, a do tego spóźnia mi się okres, dzisiaj postanowiłam wybrać się do ginekologa, bo zaczynam się martwić.
Założyłam zwykłe jeansy, biały T-Shirt i czarną bluzę, a na nogi czerwone vansy.
Po 20 minutach stałam już pod gabinetem ginekologo.
-Pani Jessica Malcoln?- zapytała niezbyt wysoka kobieta o bląd włosach, miała około 40 lat.
-Tak, to ja.
-Zapraszam do gabinetu.
Po chwili już siedziałam na krześle obok biurka.
-Więc na czym polega problem?
-Od jakiegoś czasu mam mdłości i spóźnia mi się okres.
-Rozumiem, proszę się położyć.
Po chwili zaczęła mi smarować brzuch jakimś zimnym żelem i zrobiła mi badanie USG.
-Więc... Co mi jest?
-Gratuluję, jest pani w ciąży, to drugi miesiąc.
-Słucham?
-Będzie pani matką.
-Kurwa...
-No dobrze, proszę się wytrzeć i ubrać. Zapraszam panią za miesiąc na następną wizytę, jeżeli by się coś działo proszę się nie wąchać i przyjść.
-Dobrze, do widzenia.
-Do zobaczenia.
Nie wierzę! To nie może być prawda! Przecież ja z nikim nie spałam, zaraz chwila... Louis,to jego dziecko. Jak ja sobie poradzę!? Jestem bez pracy, wynajmuję malutkie mieszkanie w centrum miasta. A do tego jestem tutaj kompletnie samotna. Nie mam przyjaciół, rodziny, chłopaka, nikogo.
Za łzami w oczach usiadłam na ławkę i schowałam ręce w dłoniach.
-Przepraszam, czy coś się stało?
-Nie ja tylko...- podniosłam głowę w górę- 
-Louis?
-Jessica? Co ty tutaj robisz?
- Mieszkam tutaj od dwóch miesięcy, a ty?
-Postanowiliśmy z chłopakami, Dan i Pezz wybrać się na mini wakacje.
-Oh, ok.
-Czemu płakałaś?
-To nic ważnego.
-Chodź- powiedział i pociągnął mnie w górę za rękę.
-Dokąd?
-Wszyscy na pewno się ucieszą, jeżeli zobaczą kogo znalazłem.
-Ja nie chcę ich spotkać.
-Przecież wiem, że chcesz, ale się boisz.
Nic już więcej nie mówiliśmy,tylko Louis ciągnąc mnie za rękę zaprowadził nas do hotelu. Kiedy znaleźliśmy się już w ich apartamencie Louis krzyknął:
-Wróciłem!
-Fajnie!- odkrzyknął Harry.
-I mamy gościa.
Kiedy to powiedział do przedpokoju wbiegło 6 osób.
-JESSICA!- krzyknęły Pezz i Dan rzucając mi się na szyję.
-Jak dobrze cię widzieć.
-Ale tęskniłam.
-Jak mogłaś tak zniknąć?
-Wiesz jak nas wystraszyłaś?
-Nigdy więcej nas tak nie strasz.
-Martwiłem się.
Zaczęli wszyscy naraz.
- Dobra dajcie jej chociaż usiąść.-zaproponował Lou.
Kiedy już wszyscy usiedliśmy w salonie zaczęło się...
-Jess nie musisz nic mówić, Lou nam powiedział co się wydarzyło, ale to nie powód, żeby uciekać bez słowa.
-Przepraszam.
-Oj już dobrze, ale wracasz z nam prawda?
-Nie mogę, sprzedałam już swoje mieszkanie w Londynie.
-Nie ma problemu, możesz zamieszkać z nami.
-Nie mogę, ja...
Jestem w ciąży.
-Nie chcę się narzucać.
-Ale nie będziesz się narzucać, błagam zgódź się.
-Ja nie mogę.
I tak przez ponad 2 godziny przekonywali mnie, że tak będzie lepiej i fajniej.
-NIE MOGĘ, BO JESTEM KURWA W CIĄŻY!
Po tym co powiedziałam nikt się już nie odezwał.
-Ja... Pójdę już.
-Czekaj! Czy to... Czy to moje dziecko?
-Przepraszam, ale... Tak
Nic już nie powiedział, więc postanowiłam wyjść.
___________________
I co? Zdziwieni? Bo ja szczerze nie planowałam tego. Tak jakoś wyszło.

Mam do was pytanie:


Co powinien zrobić Louis?
Zostawić Jess samą czy chcieć pomóc Jess.
A i wiem, że rozdział powinien ukazać się jutro, ale postanowiłam dodać już dzisiaj.

piątek, 9 stycznia 2015

OGŁOSZENIE!

Kochani!

Niestety jutrzejszy rozdział się nie ukarze, ponieważ mam szlaban na komputer, laptopa i telefon.
Mam słabe oceny, więc mama dała mi szlaban na czas nieokreślony, więc w następnym tygodniu też go nie będzie. Bardzo was przepraszam! Niestety muszę najpierw wziąć się za naukę.
Dodaję wam ten post, ponieważ mama na chwilę wyszła.
Muszę uciekać!

Kocham Was i Przepraszam. 

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział VII

Perspektywa Jessici

Kiedy wstałam rano ,nie wiedziałam co z sobą zrobić. Cały czas rozmyślałam o Lou i jego nowej dziewczynie. Nie mogę tego pojąć! Jednego dnia mówi mi, że mnie kocha. A kilka dni później jak gdyby nigdy nic oświadcza, że ma dziewczynę. Jak on mógł mnie tak zranić!? Wiem, że to ja go odrzuciłam ale to nie zmienia faktu, że tak się nie robi!

Dobra koniec tego zadręczania się tym wszystkim.
Postanowiłam wstać z mięciutkiego łóżeczka, wykonać poranną toaletę i ubrać się w to:

Kiedy byłam już gotowa, postanowiłam coś zjeść. Niestety nie zastałam w lodówce nic jadalnego.
Cóż! Czas wybrać się na zakupy. Wzięłam klucze, torebkę i założyłam na siebie kurtkę


  I buty:





Po około 15 min.znalazłam się w sklepie. Wzięłam pieczywo, ser, masło i produkty potrzebne do przygotowania Spaghetti.
A i bym zapomniała: coś słodkiego. Czy już wspominałam, że uwielbiam słodycze?
Postanowiłam odłożyć wszystko w domu i wybrać się UWAGA UWAGA do willi One Direction.
Wiem, że miałam unikać Louisa ale naprawdę potrzebuję Perrie i Danielle. Przemyślałam sobie wszystko  i chyba skorzystam z rady Perrie.
Po 30 min. stałam już pod ich domem 
Zadzwoniłam dzwonkiem. A po chwili drzwi otworzyła mi uśmiechnięta Danielle
-Jess!
-Dani!
-Co ty tu robisz?
-Ciebie też miło widzieć - zaśmiałam się
-A tak jasne przepraszam! Miło cię widzieć! Wejdź! Co ty tutaj robisz?
-Postanowiłam odwiedzić ciebie i Perrie
-Jak dobrze! Chodź Perrie z chłopakami jest w salonie.
-Jess!
-Pezz!
-Stęskniłam się!
-Ja za tobą też! Widziałyśmy się aż wczoraj!
-Tak długo! - zaczęłyśmy się śmiać.
-Cześć Jess co cię do nas sprowadza? - powiedział Li
-Potrzebowałam Pezz
 -Co jest skarbie?
-Przemyślałam sobie to co mi wczoraj powiedziałaś i nie wierzę, że to mówię, ale się zgadzam.
-Ale chodzi ci o pomoc...
-Tak
-Jej! Zobaczysz nie zawiedziesz się!
-O co chodzi? - zapytał się Zayn
-Mam za zadanie znaleźć Jess chłopaka!
-WOW serio?!
-Yep!
-Jess a co cię tak wzięło na chłopaka?
-No wiesz Niall! Robię się już stara! Czas się ustatkować!
-Masz rację! Przecież masz już 20 lat !Jesteś taka stara! - zaśmiał się Liam
-No właśnie! Nawet już zmarszczki masz! - powiedział Louis
-Co!? Gdzie!? Lusterko szybko!? - zaczęłam panikować
-HAHAHA Jaka ty głupia! - śmiała się ze mnie Pezz
-On żartował - dodała Danielle
-Ale na pewno? Czy chcecie być tylko mili?
-Spokojnie, żartowałem! Ale było warto! Gdybyś tylko zobaczyła swoją minę!
-Masz 3 sekundy na ucieczkę!
-Haha!
-Ja nie żartuję! 1..........2
-Dobra, dobra! Pa! - i zaczął uciekać.
Po chwili wszyscy już się nawzajem ganiali co było dość...dziwne.
Po jakiejś godzinie wszyscy leżeliśmy na podłodze śmiejąc się.
-Jak mnie nogi bolą! - jęczał Liam
-Ale to nie ty musisz iść do domu!
-To nie idź!
-Muszę!
-Nic nie musisz! Mamy w domu dużo miejsca! Jest pokój gościnny!
-Nie chcę sprawiać problemów
-Jakich problemów!? Ty masz szukać chłopaka! A ja mam sporo wolnych kolegów.
-Mam być zazdrosny?
-Oj Zayn! Oni nie są w moim typie!
-Nie są w twoim typie dlatego wciśniesz ich dla mnie?! - zaśmiałam się
-Yep!
-Spoko!
-A możemy najpierw porobić coś normalnego np. butelka?
-Liam, przepraszam, ale ja nie lubię grać w butelkę.
-No to zagramy na prawdę i wyzwanie
-Nie, ja naprawdę nie mam ochoty w nic grać.
-To obejrzyjmy jakiś film.
-Na to mogę się zgodzić.
-Dobra to ty sobie poczekaj a my załatwimy jedzenie, picie i wybierzemy jakiś film.
Po 20 min. wszystko było gotowe.
-Jess chcesz piwo czy wino?
-Ja to bym chciała jakiś sok.
-No weź chociaż raz zaszalej.
-No dobra! Wino.
I tak zaczęliśmy oglądać jakieś komedie i pić wino.
Nie wiem ile wypiłam ale urwał mi się film.


Rano kiedy się obudziłam zobaczyłam, że leżę naga. Przeraziłam się! Kiedy spojrzałam w prawo, zobaczyłam, że obok mnie leży...
_________________________
No i jest rozdział.
Napisałam go już 3 lub 4 dni temu.
Przepraszam, że dodaję go dopiero po 17 ale cały dzień nie miałam w bloku internetu.
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał i Do zobaczenia za tydzień.
Kocham Was! Pa! :*