~Perspektywa Jessici~
-Pan Tomlinson nie żyje. Bardzo mi przykro. Zgon nastąpił o godzinie 17:25.
-Nie! To nie prawda!
-Niestety.
-Nie! To nie może być prawda! Wszyscy tylko nie on!
-Nie mogliśmy nic zrobić!
-Błagam niech to będzie sen.
-Niestety to nie sen. Może chce pani coś na uspokojenie?
-Ona chyba nie może nic przyjmować w czasie ciąży.
-Jest pani w ciąży?
-Tak.
-Czy pan Tomlinson był...
-Tak, był ojcem jej dziecka.
-Bardzo mi przykro.
Minęły 3 dni od JEGO śmierci. Dzisiaj odbył się pogrzeb.
Była na nim cała JEGO rodzina i bardzo dużo fanek.
Jeszcze nigdy nie widziałam tylu osób na pogrzebie.
Ale co tu mówić. Przecież to pogrzeb Louisa Tomlinsona.
Wielkiej gwiazdy muzyki pop, a także ojca mojego dziecka i mojej miłości.
Ja nie wiem jak sobie poradzę. Gdyby nie ciąża to by się nie wydarzyło.
To wszystko moja wina!
Gdyby nie ciąża.... Ja żyję tylko ze względu na to, że noszę w sobie nasze dziecko.
Tylko i wyłącznie dla tego malucha muszę żyć.
Muszę sobie poradzić.
Nie mam pojęcia jak ja to przeżyję.
Harry bardzo się o mnie martwi. Boi się, że może mi coś uderzyć do głowy, dlatego nie zostawia mnie samej nawet na chwilę. Niall przychodzi prawie tak często jak Harry. Liam był tylko raz, ponieważ załatwiał sprawy związane z pogrzebem. A Zayn, cóż Zayn mnie nienawidzi. Ale jak mam mu się dziwić skoro doskonale wiem, że to moja wina.
Niby chłopaki mi powtarzają, że on mnie wcale nie nienawidzi, tylko po prostu nie dzwoni, ponieważ zbyt mocno przeżył JEGO śmierć, ale ja wiem swoje.
Jest jeszcze JEGO mama, która dzwoni kilka razy dziennie i pyta się jak ze mną i dzieckiem.
Ona sama bardzo cierpi, ale to chyba oczywiste, przecież to jej dziecko.
-Jessica!
_______________________________
Przepraszam, że tak długo nic nie dodaję, ale brak weny.
A co do długości rozdziału. To taki właśnie ma być. Z łatwością mogłabym wam napisać więcej, ale chcę was jeszcze trochę potrzymać w niepewności.
Mam nadzieję, że "śmierć" Lou bardzo was nie zdenerwowała.
Kocham Was! Do następnego rozdziału!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz